Śladami Trójkąta Lidzbarskiego - relacja

Organizacje
Typography
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Co prawda z opóźnionym zapłonem, jednakże z ogromną przyjemnością pragnę opowiedzieć wszystkim tym, którzy nie byli (na zachętę!) o naszej kolejnej wyprawie, tym razem ( posługując się nomenklaturą pasjonatów militariów) „wstrzelenia się” w Trójkąt Lidzbarski – najmniej znany kompleks linii obronnych i fortyfikacji na Warmii.

2 kwietnia wyruszyliśmy na rajd motoryzacyjno-pieszy „Śladami Trójkąta Lidzbarskiego”. Dowódca plutonu odkrywców, Wojciech Kiziewicz pasjonat-organizator oraz Krzysztof Leźnicki pasjonat-przewodnik wspólnie opracowali bardzo ciekawą, dwuetapową trasę.

Wiodła przez lasy kaszuńskie i lasy okalające wieś Kumajmy z docelowym dotarciem (już samochodami) pod Mingajny i Nowy Dwór, gdzie zachował się jeden z nielicznych schronów z kopułą obserwacyjną (zobacz zdjęcia z rajdu ) Mieliśmy niepowtarzalną okazję obejrzeć, dotknąć, poprzebywać w naznaczonych historią schronach i bunkrach, pozostałościach po II Wojnie Światowej. Budowane w latach 1932-1937 stanowiły ważny element strategii obronnej dowództwa Armii Niemieckiej. Tak, jak opowiadał nam Wojtek, zaprojektowane z mistrzowską precyzją miały za zadanie uniemożliwić przerwanie linii obrony. Z ogromnym zaciekawieniem słuchaliśmy przekazów Wojtka i Krzyśka, którzy przybliżyli nam okoliczności projektowania, budowy i wykorzystania schronów i bunkrów budowanych w tamtym okresie w Prusach Wschodnich. Część ludzi „naszego plutonu” z „żółtego busa” dociekała „jak można było w tamtych czasach przerobić i transportować tak ogromne ilości betonu?”

Dla mnie, laika w sprawach sztuki wojennej wszystkie „betony” zawsze były takie same, prawie jak dla daltonisty kolory! Nasi eksperci w tej dziedzinie sprawili, że z dużym zaskoczeniem odkryłam, iż różnią się one przede wszystkim nazwą, przeznaczeniem, grubością ścian, maskowaniem, wyposażeniem i wielkością. Mało tego! Również zewnętrzną elewacją, kolorem i fakturą ścian! „To prawdziwe perełki, na które nie zwraca się uwagi” - z błyskiem w oku mówił nam Krzysztof, znawca i zagorzały pasjonat w wykrywaniu, zapisywaniu i tworzeniu mapy bunkrów i schronów znajdujących się jeszcze na Warmii. Prowadził nas sobie znanymi ścieżkami. Raz duktem leśnym, innym razem przez bagna, to skrajem skarp nad rzeką Drwęcą, to na przełaj przez lasy, by dotrzeć do wytyczonego celu jakim był zachowany, jeden z niewielu schron z kopułą obserwacyjną. Trasa wędrówki pieszej (w zamyśle) miała mieć 4-5 km. „Przedeptaliśmy” ponad 10! Ciekawość poznania historii, pasja odkrywania nieznanych miejsc prowadziły nas dalej i dalej... Pogoda nam dopisywała i humory również.

W maju Wojtek planuje kolejne spotkanie z historią, tym razem pójdziemy torami- śladem kolei i tajemnicy przedwojennego budynku Dworca PKP w Ornecie. 

 

REKLAMA