Orneta przed V zjazdem PZPR - 1968

Historia
Typography
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Wkrótce nasze miasto będzie obchodziło 700-lecie nadania praw miejskich. To dobry moment by zastanowić się nad historią naszego grodu. Tą całkiem odległą jak i tą, którą mogą jeszcze pamiętać starsi mieszkańcy Ornety.

Zapraszamy wszystkich do współpracy. Na pewno w każdej rodzinie jest ktoś, kto pamięta mało znane fakty z powojennej historii miasta. Na początek powspominamy rok 1968. Tak się składa, że przed V zjazdem PZPR Ornetę odwiedził redaktor Janusz Bryliński z tygodnika "Panorama Północy".

W artykule "Choć miasto niewielkie..." Bryliński napisał o Ornecie "...miasteczku posażnym wprawdzie w bogatą historię, lecz zarazem w trzy - cztery zakłady przemysłowe, z których żaden w nowoczesnej, przemysłowej Polsce nie stanowi obiektu choćby średniej rangi?" Dziennikarz pierwsze kroki skierował do "komitetu" PZPR. Chciał zapoznać się ze stanem dyskusji o zadaniach gospodarczych miasta. Ówczesny sekretarz komitetu miejskiego PZPR, Stefan Sardeja opowiada o bolączkach miasta. Nowa "tysiąclatka" wybudowana dla trzystu dzieci musi pomieścić drugie tyle. Mamy utrapienia z remontem szkoły nr 1. Sardeja widzi potrzebę budowy nowej szkoły.

Przewodniczący ówczesnej rady miejskiej, Krzysztof Wójcik kładzie nacisk na budownictwo mieszkaniowe. Miasto czeka na specjalistów. Zostanie rozbudowana fabryka śrub, zwykłych pracowników znajdzie się na miejscu ale fachowców trzeba sprowadzić. To nowy problem mieszkaniowy. Dwie ulice, Elbląska i Dąbrowskiego zostaną wyburzone, gdyż stare budy giną śmiercią naturalną...

Kolejny problem to usprawnienie handlu i usług. Wójcik mówi, że rzemieślnicy chcą się w Ornecie osiedlać ale brakuje dla nich pomieszczeń gospodarczych. Jednym ze sposobów na pozyskanie nowych lokali jest wyparcie z miasta hodowli krówek i świń.

Następny problem związany jest z remontem ratusza. To oczko w głowie orneckich władz. Prócz remontu myślą o przebudowie wnętrz. Znajdzie w nim miejsce kilka instytucji i placówek. Dokumentacja jest przygotowana ale jest problem ze znalezieniem fachowego wykonawcy. Może przedsiębiorstwo konserwacji zabytków z Gdańska?

Nie najlepiej wygląda sytuacja w największym orneckim zakładzie pracy. Dyrektor wytwórni wozów, Mikołaj Mieniewski żali się że przyfabryczny plac jest cały zastawiony gotowymi produktami. Taki wóz kosztuje od 8 000 do 13 000 zł. To spory wydatek dla rolnika. To jest być może przyczyną trudności ze zbytem. Jeśli taka sytuacja potrwa dłużej, Mieniewski będzie zmuszony wysłać załogę fabryki na dłuższy bezpłatny urlop. To ponad 300 pracowników, każdy ma na utrzymaniu rodziny. Nasz wniosek do Państwowej Komisji Cen o obniżkę ceny został odrzucony. To może oznaczać zmianę profilu produkcji.